Język:

22. WIELKANOCNY FESTIWAL LUDWIGA VAN BEETHOVENA

Muzyka łagodzi obyczaje…
16-30 marca 2018, Warszawa

Królewskie dwory, książęta i baronowie, wpływowe kobiety czy dostojnicy Kościoła – czytając dzieła Haydna, Mozarta czy Beethovena przez pryzmat zamówień, dedykacji, towarzyskich i finansowych splotów wydarzeń, które prowadziły do skomponowania, szczęśliwego wydania i premiery dzieła, można stworzyć swoistą mapę przyjaciół czy protektorów artystów. Co stało u podstaw hojności i troskliwości dawnych mecenasów? Czysta przyjaźń, podziw wobec geniuszu, bezinteresowne umiłowanie piękna? Z pewnością, ale w podejściu bogatego protektora do artysty nie brakowało elementów snobizmu, chęci towarzyskiego pokazania się czy nawet narzucenia światu własnego gustu: wielkie dzieła dawnych mistrzów powstały także dzięki ambicjom ich otoczenia. W niczym jednak nie przysłoniło to geniuszu – gdy minie stulecie, czy patrzymy na to, z jakich pobudek ktoś wsparł kompozytora, zamówił obraz czy nakazał wybudować pałac? Dziś te dzieła składają się na kulturowy dorobek, przed którym zwykliśmy chylić głowy. I w jakimś sensie chylimy ją również przed mecenasami, którzy zabezpieczyli – jak powiedzielibyśmy dzisiaj – budżet na te projekty.

Jak w takiej rzeczywistości znajduje swoją rolę artysta? Chce tworzyć i zdaje sobie sprawę, że nowe idee mogą nie zyskać natychmiastowego poklasku – dlatego potrzebuje protektora: kiedyś królewski dwór czy przyjaciela-księcia, dziś państwo lub instytucję publiczną. Na tych współczesnych mecenasach spoczywa odpowiedzialność za to, by takie najzdolniejsze jednostki zidentyfikować i wspierać. Już nie ze względu na prywatne sympatie, ale dzięki dojrzałym demokratycznym procedurom – systemowi stypendiów i grantów, konkursom i zamówieniom, a także poprzez wspieranie ambitnych przedsięwzięć. Liczą się artystyczne kryteria, transparentne zasady, myślenie w kategoriach dobra publicznego, wreszcie troska o edukację młodzieży i utrwalanie dobrych wzorców. Świat zawdzięcza swoje największe skarby wizjonerom. Chronimy ich – bo szanse przetrwania mają tylko prawdziwie wielkie idee inspirujące kolejne pokolenia. W moim polskim, królewskim ale i trochę cesarskim mieście mamy ołtarz zamówiony za ogromne pieniądze u przybysza z Norymbergi. Na przebudowanym przez Włochów Zamku Królewskim wiszą słynne flamandzkie arrasy, zaś w Sukiennicach, które w trudnych czasach dały początek Muzeum Narodowemu, do dziś prezentowane są arcydzieła sztuki polskiej. By tak się stało, potrzebna była wizja wykraczająca poza „tu i teraz” – i jej zrozumienie przez królów, arystokratów czy mieszczan. Dziś wokół festiwalu Beethovenowskiego udało się zbudować koalicję współczesnych mecenasów – którzy wspierają go, patrząc w przyszłość. I dlatego bardzo cieszy zarówno wsparcie Ministra Kultury, jak i przychylność Miasta Stołecznego Warszawy; honorowy patronat Prezydenta Rzeczypospolitej nad całością wydarzenia, jak i patronaty ambasadorów nad poszczególnymi koncertami, wreszcie przychylność rodzimego i zagranicznego biznesu. To wyrazisty dowód na to, że choć festiwal jest z zasady i w dobrym słowa znaczeniu apolityczny, to sztuka potrafi jednoczyć ponad podziałami i granicami – i tym samym przenosić dobre fluidy na inne dziedziny życia.


Więcej informacji o Festiwalu tutaj.